BLOG

Czy samochody z silnikami diesla znikną?

Tylko Polacy kochają Diesle

Przynajmniej tak było do niedawna. Diesel kojarzył się z silnikiem trwałym i choć droższym od bardziej „plebejskiego” benzyniaka, to z  pewnością oszczędnym i w dłuższej perspektywie, przynoszącym właścicielowi zwrot poniesionych kosztów i tańszą, niż benzynowy brat, eksploatację. Gdy kupiłeś Diesla, sąsiad patrzył na ciebie z respektem podszytym niechęcią, ale jednocześnie, zazdrością, a ty puszyłeś się w środku, tokując o zaletach swojego dieselka.

Czasy się jednak zmieniły. Pojawiły się jakieś dyrektywy emisyjne, a  w telewizji zaczęto mówić, że Diesle trują, emitując więcej  od silników benzynowych dwutlenku węgla, a dodatkowo  rakotwórczych tlenków azotu. Unia Europejska postanowiła wydać wojnę silnikom wysokoprężnym, co przełożyło się na kary dla koncernów mających problemy z emisją substancji szkodliwych w swoich autach. Pojawił się trend anty dieslowski, świat go podchwycił. W końcu nawet rodacy zaczęli dostrzegać wady Diesla, a jak wiadomo od zachwytu do kontestacji tylko krok, więc zaczęto krytykować…

Krytyka w pełni uzasadniona?

Diesle przestały być oszczędne jak kiedyś, ale to nie ich wina, najzwyczajniej wzrosła cena oleju napędowego więc ekonomia ich użytkowania stanęła pod znakiem zapytania. Ludzie przypomnieli sobie jak ciężko odpala się silnik wysokoprężny na mrozie i jak dużej kultury użytkowania on wymaga. Jednocześnie na rynek weszły oszczędne hybrydy i szybko okazało się, że cenowo dorównują Dieslom

Silnik Diesla to skomplikowane urządzenie, najzwyczajniej w świecie ma się w nim co zepsuć. Przeciętny silnik benzynowy ma około 2 tysięcy części, wysokoprężny kilkaset więcej, a silnik elektryczny ma ich – dwieście! To niebywała różnica. Pojawienie się w pełni elektrycznego konkurenta to kolejny gwóźdź do trumny,  niedawna ubóstwianego Diesla. Tym bardziej, że cena samochodów elektrycznych spada, może nie na łeb, na szyję, ale systematycznie.

Diesel umarł choć o tym jeszcze nie wie

Tendencja została zapoczątkowana! Unia Europejska odwróciła się od silnika wysokoprężnego, bowiem w epoce ochrony środowiska, nie mogła postąpić inaczej. Wiele miast wprowadziło ostre restrykcje odnośnie używania samochodów z silnikiem Diesla w ich obrębie. Przemysł samochodowy bezbłędnie odczytał tendencje i samochody o takich silnikach zaczęto produkować w coraz mniejszych ilościach. Tendencje wyczuli także zwykli ludzie porzucając niegdyś uwielbiane silniki na rzecz innych, prostszych i równie sprawnych.

 

W komisach zaczęło  pojawiać się coraz więcej dieslowskich aut, którymi interesowało się coraz mniej ludzi. Bowiem kierowcy jeżdżą już w benzyniakach, które dawno dorównały Dieslom w sprawności, a są mniej kłopotliwe w eksploatacji, albo w hybrydach – oszczędnych i szybkich i w elektrykach, mających u kierowców coraz większe uznanie. I choć Diesel okazał się skazanym na wyginięcie mamutem, to będziemy wspominać go z sentymentem, tak jak wspominamy parowozy i ładowane na kliszę, stare aparaty fotograficzne.